Parking, późne popołudnie;
Idę w kierunku swojego samochodu, ale... z daleka widzę, że obok mojego pikusia zaparkowane stanowczo za blisko jest czarne BMW spod igły, w którym siedzą dwaj duzi panowie w typie ABS-hardkorowy koksu, autko na blachach angielskich, więc stoimy kierownica w kierownicę. Z duszą na ramieniu zastanawiam się, czy wsiądę bez zostawienia pyłka z płaszcza na drzwiach BMW czy nie, czyli krotko mówiąc dla mnie lepiej żebym się jednak zmieściła bez ocierania o ich cacuszko ;). Ale... Będąc już obok, zobaczyłam, ze jeden z panów karków (na siedzeniu kierowcy), trzyma na kolanach na oko dwulatka, przesłodkiego zresztą, szyba w drzwiach opuszczona, wiec wiele nie myśląc, zagaiłam do nich (swoją drogą nie wiem co mnie napadło ;D). Pochwaliłam chłopczyka, że pięknie się prezentuje za kierownicą, i na pewno będzie z niego świetny kierowca jak tylko urośnie i będzie z niego taki fajny duży chłopak jak "tu panowie" :D. Mniemam tatuś, totalnie ześwirowany na punkcie syna zaczął trajkotać na jego temat, chwalić go, a po dawnej marsowej minie nie pozostał nawet ślad ;). Potem zmartwił się "ojej, a my Pani tak mało miejsca zostawiliśmy, poradzi sobie Pani czy odjechać" (tiaaa :D), życzył mi miłego wieczoru, pozdrowił serdecznie, a chłopiec pomachał łapką na pożegnanie... A ja... ja zbierałam szczękę z kolan do najbliższych świateł. Ot, pozory mylą ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz