czwartek, 29 sierpnia 2013

"W centralnej części miasta"...

Gwoli wprowadzenia: Mieszkam w mieście liczącym ponad 600 tys mieszkańców, jakiś czas temu, dzień jak co dzień, podczas drogi do pracy, którą pokonuję rowerem, zatrzymałam się w przejściu podziemnym, rzut beretem do centrum, miałam słuchawki na uszach, wcześniej rozmawiałam przez telefon, a kiedy "prowadzę" ;) nie trzymam telefonu przy uchu, bo i niebezpieczne to i drogie ;).
Do rzeczy. W nocy była burza, było więc bardzo parno, duszno, a w przejściu jeszcze cieplej... Zatrzymałam się obok sklepiku, zaczęłam przypinać rower. Niedaleko, obok filaru stał mężczyzna (i nic to nowego) o coś prosił. Takich jak on w każdym mieście jest mnóstwo. Na ogół ignoruję takich ludzi- zwykle zbierają na papierosy lub alkohol- do tego nie dołożę ani grosza. Ponieważ zapinanie zajęło mi chwilę, usłyszałam "proszę Pani, kupi mi pani wodę? Proszę pana, proszę mi kupić wodę"... Przechodziło obok niego na prawdę dużo ludzi- psychologia tłumu- skoro nikt, dlaczego akurat ja?
Poprosiłam ekspedientkę, żeby do zakupów doliczyła mi wodę. Wzięłam zakupy i wodę, podeszłam do Pana i bez słowa dałam mu wodę. Zrobiło mi się strasznie przykro, ponieważ człowiek nie wyglądał jak typowy Pan Bakteria- był czysty, ogolony, nie śmierdział, ot, normalny facet. Był natomiast cały mokry.
Może było mu słabo, na pewno sie źle czuł... Ale każdy go "zlewał". Być może czyjś ojciec, brat, członek rodziny. Rownie dobrze mogło trafić na kogoś z naszej rodziny czy grona znajomych. Nie prosił o wódkę czy piwo, nie prosił o fajkę, prosił o wodę. Podstawowy artykuł potrzebny do przeżycia. W kraju, w którym miażdżąca większość jest zdeklarowanymi katolikami, nie napojono spragnionego... Nie deklaracje, piękne słowa, a czyny. Wystarczą nawet te drobne :)

Odeszłam od niego ze łzami w oczach. Nie radzę sobie z bezsilności w takich sytuacjach.

Hej, otwórz oczy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz