Podejście numer... ;)
Muszę się "rozpisać", jeśli komuś przyniesie to radość (oprócz mi radości właśnie i pożytku), super :).
Cieszą mnie drobne rzeczy. Nie wiem, czy to drobiazgowość natrętna, czy pewien dar. W każdym razie, ostatnio po wielu miesiącach zimowania w zamrażarce znalazłam loda na patyku. Ponieważ był już chwilę po terminie przydatności nie zjadłam go, ale wyrzucić też jakoś szkoda. Wyszłam więc na podwórko i korzystając z okazji psiego rozleniwienia, stanęłam i czekałam, który z wielmożnych czworonogów raczy pierwszy wyjść z budy. Pofatygował się Łatuś (o jego historii szerzej później). Podeszłam z odwiniętym lodem na patyku, kucnęłam i łagodnie (do niego tylko tak można) mówię, żeby jadł, pies najpierw jak to w psim zwyczaju obwąchał nieznany dotąd smakołyk, po czym zaczął delikatnie gryźć. Nie szło mu to gryzienie, bo i smak obcy zupełnie, i konsystencja obca, zaczął najnormalniej w świecie loda lizać jak... człowiek! :D Cieszyłam się jak durnowata, szkoda, ze nikt oprócz mnie nie widział tej osobliwej konsumpcji, ale... nastepnym razem kupię mu jakiś malutki lód i nakręcę filmik ;). Cieszyłam się również, ze drugi czworonóg nie widział, jak Łatuś je- na pewno byłoby mu przykro, a lód tylko jeden :). Muszę tylko sprawdzić, czy lody nie szkodzą psom (dokładniej śmietankowe wnętrze polane jakimś sorbetem) :). Nasze pieski są... specyficzne. Łatuś to przybłęda. Trafił na naszą wieś jakieś 5 lat temu przed wakacjami (...), pałętał się po ulicy, a że jest to droga wojewódzka o dużym natężeniu ruchu, pewnie szybko skończyłby pod kołami jakiegoś samochodu :(. Mama widząc kolejnego nieszczęśnika, wyniosła mu karmy w woreczku, pies jednak poszedł za nią, wszedł na podwórko i... został. Nie miała go sumienia wygnić z powrotem na ulicę. Poźniej opowiadała, że kiedy Łatek wszedł z nią na podwórko, zapytała go "to co, Twoje podwórko, zostajesz?" spojrzał na nią takim wzrokiem... I został. Na niczyj widok nie cieszy się tak bardzo, jak mamy. Wdzięczność przygarniętego psa nie ma granic. Tak szczerego uczucia na próżno szukać gdziekolwiek. Drugi pies, Oddie jest świadomie przyjętym członkiem rodziny, wychował się z nami od szczeniaka, szalony temperament i szelmowska uroda daje kształt ostateczny tego cudnego stworka ;), kiedy był mały pewnego razu jedlismy obiad w ogrodzie, a że piesek plątał się pomiędzy krzesłami i żebrzącym wzrokiem prosił o smakołyk, rzuciłam mu frytkę :D niczego tak nie obszczekał w tamtym czasie jak tej frytki właśnie ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz