Ehh... I znów będzie o incydencie podczas drogi tym razem z pracy. Wracam sobie dzisiaj tradycyjnie na rowerku, tradycyjnie chodnikiem, az tu nagle, zza zakrętu wyłania mi się taki oto widok: Policja na światłach, Straż pożarna na światłach, z łodką na przyczepce, również karetka mrugająca- są migacze jest impreza. Tłum gapiów i funkcjonariusze tychże służb. Rzecz dzieje się na nabrzeżu Rzeki. W związku z wrodzoną ostrożnością i oszczędnością, zapytałam mijanych po drodze ludzi czy to rowerzystów łapią, wrzucają do wody i sprawdzają czy umieją pływać, na co Pan odpowiedział: -a nie, to skoczek struga wariata.
Ahaaa... Asekuracyjnie zsiadłam z roweru i go prowadziłam. Będąc bliżej dostrzegłam "skoczka". Stał sobie nad brzegiem... Kawałek od niego policjanci, wśród nich pewnie negocjator. Tłum obok z wyciągniętymi dłońmi dzierżącymi telefony, dokumentował każdy ruch skoczka. Emocje na twarzach nieskalanych myślą sięgały zenitu. I pewna jestem, że za chwilę zaczęli ostawiać zakłady...
Ciekawa jestem, czy zaczęli klaskać jeśli skoczył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz